Projektowaliśmy instalację elektryczną w naszym domu. Oczywiście ze trzy lata temu. Siedziałem, rysowałem, kombinowałem. Pytam żonę:
-Chcesz prąd na balkonie?
-A po co? Jakby co, to w pokoju, niedaleko drzwi balkonowych zaprojektowałeś gniazdko. Wystarczy.
-W sumie masz rację.
No i tak zostało.
Rok temu, już mieszkamy, żona szykuje pierwszy, świąteczny wystrój naszego nowego domu.
-Kochanie, a może byśmy tak lampki zamontowali na balkonie. Ładnie by było.
-Masz rację, tylko, gdzie je włączyć do prądu! Musielibyśmy mieć uchylony balkon!
Cóż, chyba nikt, kto pierwszy raz buduje dom, i wiele rzeczy sam projektuje nie uchronił się przed tego typu problemami. Zresztą, jak kiedyś pisałem, samodzielnie już kilka gniazdek przekładałem, bo „wyszły” pod meblami.
O prądzie na balkonie myślałem projektując instalację, lecz raczej w kwestii podłączenia czegoś, gdy na balkonie będziemy siedzieć. Przewidując jednak, całkiem słusznie, że po pierwsze na tym balkonie rzadko przesiadać będziemy, mając taras, a po drugie wówczas nie będzie problemu skorzystania z przedłużacza, kwestię gniazdka na balkonie po prostu zignorowałem. Pamiętając oczywiście o gniazdku na tarasie.
Ubiegłorocznym świątecznym dekoracjom nie mogłem już pomóc, bo i czasu nie było i warunki pogodowe mało sprzyjające, no i odpowiedniego wiertła, które dałoby sobie radę z murem i wełną nie posiadałem. Ale obiecałem żonie, że na następne święta…
I pamiętałem. Jak tylko była okazja, że pojawił się u nas wykonawca, poprosiłem by z odpowiednim sprzętem przyjechał. Przewiercił ścianę, a ja zrobiłem resztę. Przekułem się do najbliższego gniazdka (i tak planujemy sypialnię raz jeszcze malować ), podłączyłem przełącznik aby można było z wnętrza domu włączać i wyłączać prąd na balkonie, zagipsowałem, zamaskowałem, chwilowo, kocią transportówką i tym sposobem mamy zelektryfikowany balkon. Efekt
widać na załączonym obrazku.

Dodatkowo kilka przykładów świątecznej dekoracji, którą już w domu mamy.


