Kategorie: Wszystkie | Historia
RSS
niedziela, 25 grudnia 2011
Świątecznie

Obiecałem kilka zdjęć ze świątecznych dekoracji. Oczywiście nie oddają one w pełni uroku dzieł mojej lubej, ale po pierwsze format zdjęć na blogu jest taki a nie inny, a po wtóre profesjonalnym fotografem nie jestem. Niech jednak te kilka zdjęć będzie uznaniem dla pracy mojej żony, bo ja, co przyznaję bez bicia, palcem przy dekoracjach nie kiwnąłem.

Choć, na kilku zdjęciach widać też w tle efekt mojej pracy. W czasie urlopu wreszcie pomalowałem hol na piętrze i zamiast żarówek na kabelku powiesiłem dawne zakupione kinkiety. Kolejne pomieszczenie nabrało właściwego wyglądu.

Hol na piętrze

Hol na piętrze

Hol na piętrze

Salon

Salon

15:31, inverness72
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 grudnia 2011
Prądu, prądu!

Projektowaliśmy instalację elektryczną w naszym domu. Oczywiście ze trzy lata temu. Siedziałem, rysowałem, kombinowałem. Pytam żonę:

-Chcesz prąd na balkonie?

-A po co? Jakby co, to w pokoju, niedaleko drzwi balkonowych zaprojektowałeś gniazdko. Wystarczy.

-W sumie masz rację.

No i tak zostało.

Rok temu, już mieszkamy, żona szykuje pierwszy, świąteczny wystrój naszego nowego domu.

-Kochanie, a może byśmy tak lampki zamontowali na balkonie. Ładnie by było.

-Masz rację, tylko, gdzie je włączyć do prądu! Musielibyśmy mieć uchylony balkon!

 

Cóż, chyba nikt, kto pierwszy raz buduje dom, i wiele rzeczy sam projektuje nie uchronił się przed tego typu problemami. Zresztą, jak kiedyś pisałem, samodzielnie już kilka gniazdek przekładałem, bo „wyszły” pod meblami.

O prądzie na balkonie myślałem projektując instalację, lecz raczej w kwestii podłączenia czegoś, gdy na balkonie będziemy siedzieć. Przewidując jednak, całkiem słusznie, że po pierwsze na tym balkonie rzadko przesiadać będziemy, mając taras, a po drugie wówczas nie będzie problemu skorzystania z przedłużacza, kwestię gniazdka na balkonie po prostu zignorowałem. Pamiętając oczywiście o gniazdku na tarasie.

Ubiegłorocznym świątecznym dekoracjom nie mogłem już pomóc, bo i czasu nie było i warunki pogodowe mało sprzyjające, no i odpowiedniego wiertła, które dałoby sobie radę z murem i wełną nie posiadałem. Ale obiecałem żonie, że na następne święta…

 I pamiętałem. Jak tylko była okazja, że pojawił się u nas wykonawca, poprosiłem by z odpowiednim sprzętem przyjechał. Przewiercił ścianę, a ja zrobiłem resztę. Przekułem się do najbliższego gniazdka (i tak planujemy sypialnię raz jeszcze malować ), podłączyłem przełącznik aby można było z wnętrza domu włączać i wyłączać prąd na balkonie, zagipsowałem, zamaskowałem, chwilowo, kocią transportówką i tym sposobem mamy zelektryfikowany balkon. Efekt
widać na załączonym obrazku.

 Oświetlony domek

Dodatkowo kilka przykładów świątecznej dekoracji, którą już w domu mamy.

Dekoracje 1

Dekoracje 2

Dekoracje 3

22:15, inverness72
Link Komentarze (5) »
środa, 23 listopada 2011
Jasminowy Październik

Październik to czas, gdy w ogrodzie piętrzą się zadania przed domorosłymi ogrodnikami. To również czas gdy futrzaki czują, że za chwilę włóczenie się po okolicy zostanie radykalnie okrojone, bo wredni Państwo nie chcą kotów wypuszczać, gdy zimno, mokro i ciemno. Więc trzeba korzystać z okazji i powałęsać się gdzie tylko można. A przoduje w tym Jasmina. Tak więc tym razem kilka migawek z jednego jesiennokociego dnia.

Ptaszki są fajne, można je gonić i próbować łapać – próbować to właściwe słowo, mamy nadzieję i chcemy w to wierzyć, że tylko na próbach się kończy. Niektóre są małe ale szybkie, niektóre jak te głośne kolorowe bażanty tak wielkie i biegające po ziemi, że aż łapki same wyrywają się by je gonić. Czasem jednak jest ich tak dużo, że aż kota przestraszą.

 Szpaki

Jak już kot włości zaczyna doglądać to można obstawiać, że za chwilę pojawi się kot sąsiadów. Nazywamy go Mruczuś i jest to tegoroczny kociak, który jednak wyrósł już na całkiem dużego kocurka. Zamieszkuje u sąsiadów, z którymi graniczymy i całkowicie ignoruje prawo własności prywatnej. Jasmina niby też po okolicy się włóczy i sąsiadom do ogródka zagląda, ale
Mruczuś bije ją na głowę, bo dla niego nie jest problemem wejść do naszego domu, gdy drzwi tarasowe są otwarte, poczęstować się z kociej miski, pobawić się pluszową myszką, powspinać się po naszych schodach czy też meblach. Tak więc można powiedzieć, że mamy już dwa koty stałe i jednego dochodzącego. Jak wspomniałem kot ten jest bardzo towarzyski i odwiedza nas codziennie. Gdy jesteśmy na ogrodzie, przychodzi posprawdzać co robimy. Jeśli są też nasze koty
to jeszcze lepiej, bo można się trochę pogonić. A jak nikogo na ogrodzie nie ma, to przynajmniej pod wykusz przyjdzie i przez szybę popatrzy. Nasze koty nie są zbyt towarzyskie i często słychać prychanie i syczenie, Mruczusia to jednak nie zniechęca. Na dwóch poniższych zdjęciach zarejestrowaliśmy spotkanie Jasminy z Mruczusiem.  Jasmina jest na swoim terenie, Mruczuś za płotem. Zdjęcia robione są z kilkudziesięciu metrów, więc znalezienie obu futrzaków nie jest łatwe. Ale tam są.

 Jasmina i Mruczuś

Jasmina i Mruczuś

Płot jak to płot nie przylega idealnie do ziemi. Są więc miejsca, gdzie powstały dziury, przez które zwierzaki chętnie przechodzą. Szczególnie Jasmina. Tu właśnie siedzi przed miejscem zwanym „kocią bramą”.  Tędy najczęściej opuszcza nasz ogród.

 Kocia brama

Ale też tędy wraca.

 Powrót futrzaka

W zależności od sytuacji powroty bywają błyskawiczne i kot z prędkością neutrino (Włosi uważają, że to szybciej od światła) dopada do otwartych drzwi tarasowych, a czasem powroty bywają leniwe i bardziej przypominają gospodarski obchód swoich włości. Trzeba więc sprawdzić jak rośnie nowo założony trawnik.

Co w trawie piszczy

 

22:58, inverness72 , Historia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24